Fractured Quilt – zaczynamy!

0 203
Ten wpis jest częścią 1 z 3 w serii Fractured Quilt

Na ten typ quiltu choruję już od jakiegoś czasu. Zaopatrzyłam się kilka miesięcy temu w dwie książki, a właściwie broszury Brendy Eslinger: „Fabulous Fractures” i „Fracture Frenzy”.

Co urzekło mnie w tym quilcie? Uwielbiam geometryczne wzory, a tutaj jest pięknie, symetrycznie przesunięty wzór tkaniny, dający efekt jakby patrzeć przez szybkę albo przez powierzchnię wody. Do tego sam proces szycia nie wygląda na skomplikowany. A poza tym … mam piękną tkaninę, która jest po prostu wymarzona do tego wzoru!

Materiał miałam upatrzony od dawna. To zielono-czarno-biały panel Chantrell od Wilmington Prints. Nie cieszył się w sklepie jakąś wielką popularnością, więc nadal na belce było potrzebne 9 sztuk. Tak, dobrze czytacie, aż 9 sztuk – tyle jest potrzebne do uszycia tego quiltu. Można szyć również wersję z 4 sztuk, ale mnie bardzie podobały się bardziej złożone faktury.

Panel Chantrell

Na czym polega szycie? W sumie jest bardzo proste. Najpierw dzieli się panele na 3 osobne grupy, w każdej są 3 sztuki tkaniny. Każdą grupę tnie się na pasy i zszywa ze sobą. W ten sposób z grupy powstaje jeden „potrójny” kawałek materiału. Następnie każdą grupę ponownie rozcina się na pasy, pod kątem 90 st. do poprzednich i zszywa wszystko razem w jedną pracę. Jeśli tylko człowiek nie pomyli się przy cięciu, nie ma tam nic skomplikowanego w samej technice szycia.

Bardzo długo mi zeszło od pomysłu do rozpoczęcia prac. Przyczyna była bardzo prozaiczna. Moja duża mata do cięcia leży uwięziona pod stosem prac i pudełek na biurku roboczym, ale jest tam za mało miejsca, żeby ciąć cokolwiek z belki. W tym celu musiałam ją wyciągać spod tego całego bałaganu i przenosić się do salonu. Szczerze mówiąc, serdecznie mi się nigdy nie chciało … W końcu postanowiłam kupić sobie – tadam! – drugą matę, którą będę trzymać za pianinem i której rozłożenie na stole zajmie mi mniej niż minutę. Mata dojechała do mnie w czwartek, więc dzisiaj nie miałam już żadnej wymówki i nie mogłam dalej odwlekać rozpoczęcia prac. Mata jest fajna, dwustronna, z jednej strony zielona z drugiej czarna. Tym razem nie kupiłam Olfy, tylko Precision Quilting Tools. Amerykańska Olfa niestety ma duże maty wyłącznie z podziałką z jednej strony. Oczywiście Keniek położył się na niej natychmiast, jak tylko ją rozłożyłam.

W końcu miałam dzisiaj na tyle czasu, żeby odciąć panele z belki. Musiałam je ciąć nożycami krawieckimi, są niesamowicie krzywo wydrukowane 🙁 Kenię musiałam ściągać z powierzchni roboczej z 5 razy, uparciuch bardzo chciał mi towarzyszyć …

Fractured quilt cięcie paneli

Starczyło mi jeszcze siły, żeby rozciąć całość na sztuki i szczerze mówiąc – padam na twarz! To było bardziej pracochłonne, niż się mogłoby wydawać. Dzisiaj więc odpuszczam dalszą walkę. Moje doświadczenie uczy, że jak jestem zmęczona, to popełniam banalne błędy przy szyciu, a szkoda byłoby zepsuć tak ładnie zapowiadający się quilt 🙂

Dobranoc!

Nawigacja po seriiFractured Quilt – prostowanie paneli >>
Zostaw odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

This website uses cookies to improve your experience. We'll assume you're ok with this, but you can opt-out if you wish. Akceptuj Czytaj więcej